O sobie

Tkwi we mnie obsesyjne myślenie o końcu naszego wieku, naszego drugiego tysiąclecia. Brakuje naszym czasom duchowości. Gdzieś chyba od czasów Woltera, człowiek zaczął wierzyć, że jest równy Bogu i stając się panem wszechrzeczy, sam się zagubił. Stworzył cywilizację techniczną, która obróciła się przeciwko niemu. Zagubiony człowiek, przytłoczony straszliwymi wojnami, okrucieństwami, szafuje nienawiścią, pali człowiekiem w piecu... Ale ciągle kocha, tęskni za miłością... Chcę to przedstawić na swój sposób, może nie najłatwiejszy w odbiorze, ale jest to moje własne...

Wywiad udzielony „Gazecie Elbląskiej” w 1993 roku.

Andrzej Szadkowski


Fascynacja nieustającym procesem przemian, prapoczątkami człowieka oraz silne skłonności ku surrealizmowi i teoriom Freuda, spowodowały szereg faz mojego malarstwa. Zawsze jednak był w nim Człowiek. Tak jest i dziś. Koncentruję swoje rozważania nad kontrastem doskonałości i niedoskonałości Człowieka.

Z katalogu do wystawy, [1993]

Nasza rola sprowadza się do tego, żeby ludzi nie zanudzać. Coś wzrasta, coś umiera – powtarza się raz jeszcze. Szukanie sposobów, jak ratować umierające – moim zdaniem – mija się z celem. Chodzi raczej o ferment. Trzeba go siać, bo nigdy nie wiadomo, co z niego wyrośnie.

Wywiad udzielony „Wiadomościom Kulturalnym” w 1994 roku.